Wycieczka na Klimczok

Wrażenia z wycieczki na Klimczok 1939 r.

Schronisko niemieckiej organizacji turystyki górskiej Beskidenverein (Klementinenhutte od nazwiska właścicielki tych terenów – Klementyny von Primavesi) na Klimczoku. Fotografia ze zbiorów NAC
Schronisko niemieckiej organizacji turystyki górskiej Beskidenverein (Klementinenhutte od nazwiska właścicielki tych terenów – Klementyny von Primavesi) na Klimczoku. Fotografia ze zbiorów NAC

Wrażenia z wycieczki na Klimczok

Gazeta Zachodnia. Katowice czwartek 23 marca 1939 r.

„Wy tam na Śląsku macie tak blisko tereny takie, te byłoby nawet dziwne, gdybyście na nartach nie jeździli” takie mniej więcej głosy padały w rozmowach na tematy narciarskie z narciarzami zamieszkującymi województwa centralne i zachodnie.
I w tych słowach dużo prawdy, bo istotne od najbliższego punktu wypadowego w  góry dzieli naz z Katowic zaledwie 56 km. koleją tę przestrzeń (jaką w normalnych warunkach powinno się przebyć w ciągu jednej godziny). Tym najbliższym punktom wypadowym, jak zapewne wszyscy Czytelnicy się domyślają, jest Bielsko, skąd w ciągu dwóch godzin dostać się można kilkoma drogami na najpopularniejszy szczyt beskidzki Klimczok i na sąsiednie góry m.  in: Magórkę, Trzy Kopce, Błatną, Skrzyczne oraz na dalsze, ale w ciągu jednego dna osiągalne szczyty Salmopola, Malinowskiej Skały i Baraniej Góry.
Klimczok, jeśli idzie o frekwencję turystów i narciarzy, można porównać chyba tylko z Kasprowym.  Tyle setek par nart  każdej niedzieli znaczy swoje ślady na trasach zjazdowych z KIimczoka w kierunku Bielska, Szczyrku, Bystrej jest najlepszą miarą popularność, tej góry.
Już od najwcześniejszych godzin porannych ciągnie od strony Cygańskiego Lasu (dokąd dojeżdża się z masła najdroższym w Polsce tramwajem) nieprzerwany, z początku rozkrzyczany, a w miarę zwiększania się stromości stoku bardziej milczący, sznur ludzkich postaci. Idą, idą bez przerwy starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, biedni i bogaci (co łatwo poznać przede wszystkim po wyekwipowaniu, które u biedaków jest czasem tak nędzne, że aż budzi litość), mistrzowie i patałachy, Żydzi i nie Żydzi, Polacy i nie Polacy, cepry i górale, jednym słowem przedstawiciele wszystkich warstw, stanów i zawodów.  A wszyscy się spieszą! Jedni idą ze snobizmem gwoli wyżycia się, jeszcze inni dla towarzystwa.
W całym tym pochodzie w górę jedno jest bardzo dziwne: pośpiech! Jeden pcha się przez drugiego i to w najwęższych i najbardziej stromych odcinkach trasy, jeden drugiemu depce po nartach, albo wywija pod nosem grotem kijka Nie wiadomo, co tych ludzi tak gna w górę. Czy chęć „zwycięstwa” , czy zamiar zjedzenia w schronisku przed innym obiadu. czy brak czasu?


Nie wszyscy z podchodzących na Klimczok używają tych samych sposobów. Jedni idą na nartach (tych jest znikoma mniejszość), drudzy
natomiast niosą narty na ramieniu. Na nartach idą Ci, którzy mają foki, a takich jest 2 na stu.
Albo też spece od smarowania a nart, których jest jeszcze mniej, wreszcie młodzi, a ambitni narciarze, którzy uważają, że maszerowanie pieszo tą z nartami na ramieniu nie licuje z godnością prawdziwego narciarza. Ambitnie (fałszywie) to bractwo drapie się pod górę, najczęściej wbrew wszelkim zasadom techniki narciarskiej, na zupełnie niesmarowanych nartach, co powoduje ustawiczne ślizganie się w tył Patrząc na te nic z turystyką narciarską nie mające wyścigi nasuwa się mimo woli pytanie: co właściwie zrobiły i robią dla turystyki narciarskiej nasze kluby sportowe.

Wy tam na Śląsku macie tak blisko tereny takie, te byłoby nawet dziwne, gdybyście na nartach nie jeździ; ” takie mniej więcej głosy padały w rozmowach na tematy narciarskie z narciarzami zamieszkującymi  województwa centralne i zachodnie.
I w tych słowach dużo prawdy, bo istotne od najbliższego punktu wypadowego w  góry dzieli naz z Katowic zaledwie 56 km. koleją tj przestrzeń jaką (w normalnych warunkach powinno się przebyć w ciągu jednej godziny. Tym najbliższym punktom wypadowym, jak zapewne wszyscy Czytelnicy się domyślają, jest Bielsko, skąd w ciągu dwóch godzin dostać się można kilkoma drogami na najpopularniejszy szczyt beskidzki Klimczok i na sąsiednie góry m.  in: Magórkę, Trzy Kopce, Błatną, Skrzyczne oraz na dalsze, ale w ciągu jednego dna osiągalne szczyty Salmopola, Malinowskiej Skały i Baraniej Góry.
Klimczok, jeśli idzie o frekwencję turystów i narciarzy, można porównać chyba tylko z Kasprowym.  Tyle setek par nart  każdej niedzieli znaczy swoje ślady na trasach zjazdowych z KIimczoka w kierunku Bielska, Szczyrku, Bystrej jest najlepszą miarą popularność, tej góry.
Już od najwcześniejszych godzin porannych ciągnie od strony Cygańskiego Lasu (dokąd dojeżdża się z masła najdroższym w Polsce tramwajem) nieprzerwany, z początku rozkrzyczany, a w miarę zwiększania się stromości stoku bardziej milczący, sznur ludzkich postaci. Idą, idą bez przerwy starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, biedni i bogaci (co łatwo poznać przede wszystkim po wyekwipowaniu, które u biedaków jest czasem tak nędzne, że aż budzi litość), mistrzowie i patałachy, Żydzi i nie Żydzi, Polacy i nie Polacy, cepry i górale, jednym słowem przedstawiciele wszystkich warstw, stanów i zawodów.  A wszyscy się spieszą! Jedni idą ze snobizmem gwoli wyżycia się, jeszcze inni dla towarzystwa.
W całym tym pochodzie w górę jedno jest bardzo dziwne: pośpiech! Jeden pcha się przez drugiego i to w najwęższych i najbardziej stromych odcinkach trasy, jeden drugiemu depce po nartach, albo wywija pod nosem grotem kijka Nie wiadomo, co tych ludzi tak gna w górę. Czy chęć „zwycięstwa” , czy zamiar zjedzenia w schronisku przed innym obiadu. czy brak czasu?
Nie wszyscy z podchodzących na Klimczok używają tych samych sposobów. Jedni idą na nartach (tych jest znikoma mniejszość), drudzy
natomiast niosą narty na ramieniu. Na nartach idą Ci, którzy mają foki, a takich jest 2 na stu.
Albo też spece od smarowania a nart, których jest jeszcze mniej, wreszcie młodzi, a ambitni narciarze, którzy uważają, że maszerowanie pieszo tą z nartami na ramieniu nie licuje z godnością prawdziwego narciarza. Ambitnie (fałszywie) to bractwo drapie się pod górę, najczęściej wbrew wszelkim zasadom techniki narciarskiej, na zupełnie niesmarowanych nartach, co powoduje ustawiczne ślizganie się w tył Patrząc na te nic z turystyką narciarską nie mające wyścigi nasuwa się mimo woli pytanie: co właściwie zrobiły i robią dla turystyk narciarskiej nasze kluby sportowe.
Odpowiedź jest jasna… KIimczok stając się punktem centralnym śląskiego narciarstwa spowodował, że ta, do niedawna głównie przez Niemców uczęszczana góra  rozbrzmiewa teraz śmiałymi i liczebnie o wiele silniejszymi niż dawniej głosami polskimi. Jeśli jeszcze i ci wstydliwi Polacy co na zjazdach wrzeszczą na cale gardło: „Achtung ” nauczą się cenić własną mowę swoje zbliżanie się sygnalizować będą hasłem: „Tor wolny 'I, to wtedy głosy niemieckie zupełnie tam zamilkną.
Wspomniałem wyżej o scenach, jakie rozgrywają się w czasie podchodzenia na Klimczok Z kolei należałoby słów kilka poświęcić na przedstawienie obrazu jaki maluje się oczom turysty w czasie zjazdu np. do Bystrej. Można by to najdosadniej określić jednym słowem: bałagan.
Tak jak przy podchodzę ^ u me wiadomo kto,
z k.m ma iść, jak ma iść, którą stroną wynrjać,
jak nieść narty i kijki, jak smarować itp. tak w
czasie zjazdu nie w adomo co robić, aby me na
iziać się na gęsto w Wądrożach i na polanach pa
dających patałachów, aby nie być potrąconym
przez popisujących się szusami na oślep pseudo
mistrzów. W całym tym Bjatdtaa u nie ma żad
nego porządku. Widać, że zjeżdżają sami indywi
dual.ści, aio przyznający się do żadnej grupy
wyc.eczkowcj, ne b.orący odpow edzainośc, an;
za l eb e. an. za swych współtowarzyszy.
Patrząc na borykających się z truunośeinm:
terenowym, narc arzy, obserwując u n.ch n ezna
jomość najprymitywn ejszych zasad jazdy wą
drożam., jazdy po fałdach terenowych bran a o
strych zakętrów, zatrzymywana sę * les e, o
Itrtagaaia zjeżdżających przed n ebezp fCl( ft»1
wam spowodowanym nagromadzeń em się przed
jakąś przeszkodą k Ikunastu naraz narciarzy,
wymijania w zjeździe itp., odnoś: się wrażeń e,
że narciarze c, albo w ouóle me prze. ,zl żad n ego
systematycznego szkolenia, albo też szkolenie to
było n edostateczne.
Ale ne dość jest nauczyć kogoś krist anii, trze
ba mu dać ponadto podstawy, zasadn cze wyty
czne do racjonalnego upraw an a narcarstwa tak
sportowego jak i turystycznego.
N;e można pozwalać na wędrówki górske,
choćby s.ę one ograniczały do „n.ewinnej ” tylko
wycieczki na KI.mczok temu, kto me /.na zasad
podchodzenia, odpoczywania, nie opanował * do
statecznym slopn.u technik zjazdowej kto n e
odpowiada zadość wymaganiom potrzeby kultu
ry sportowej…
Przyroda nie znosi wulgarnego chamstwa, bę
dącego — niestety — udziałem wielu naszycb
turystów.
Nasze kluby narciarskie, błądzące n eraz
wśród gąszcza najróżnorodniejszych zadań tech
nicznej i wychowawczej natury, mają tu znako
mite możliwości realizowania, choćby tylko na
tym szczupłym odcinku klubowym, postulatów
p,crwszorzędnej w agi.

myStickymenu

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

Wy tam na Śląsku macie tak blisko tereny takie, te byłoby nawet dziwne, gdybyście na nartach nie jeździ; ” takie mniej więcej głosy padały w rozmowach na tematy narciarskie z narciarzami zamieszkującymi  województwa centralne i zachodnie.
I w tych słowach dużo prawdy, bo istotne od najbliższego punktu wypadowego w  góry dzieli naz z Katowic zaledwie 56 km. koleją tj przestrzeń jaką (w normalnych warunkach powinno się przebyć w ciągu jednej godziny. Tym najbliższym punktom wypadowym jak zapewne wszyscy Czytelnicy się domyślają, jest Bełsko, skąd w ciągu dwóch godzin dostać się można kilkoma drogami na najpopularniejszy szczyt beskidzki Klimczok i na sąsiednie góry m.  in: Magórkę, Trzy Kopce, Błatną, Skrzyczne oraz na dalsze, ale w ciągu jednego dna osiągąlne szczyty Salmopola, Malinowskiej Skały i Baraniej Góry.
Klimczok, jeśli idzie o frekwencję turystów i narciarzy, można porównać chyba tylko z Kasprowym.  Tyle setek par nart  każdej niedzieli znaczy swoje ślady na trasach zjazdowych z KIimczoka w kierunku Bielska, Szczyrku, Bystrej jest najlepszą miarą popularność, tej góry.
Już od najwcześniejszych godzin porannych ciągnie od strony Cygańskiego Lasu (dokąd dojeżdża się z masła najdroższym w Polsce tramwajem) nieprzerwany, z początku rozkrzyczany, a w miarę zwiększania się stromości stoku bardziej milczący, sznur ludzkich postaci. Idą, idą bez przerwy starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, biedni i bogaci (co łatwo poznać przede wszystkim po wyekwipowaniu, które u biedaków jest czasem tak nędzne, że aż budzi litość), mistrzowie i patałachy, Żydzi i nie Żydzi, Polacy i nie Polacy, cepry i górale, jednym słowem przedstawiciele wszystkich warstw, stanów i zawodów.  A wszyscy się spieszą! Jedni idą ze snobizmem gwoli wyżycia się, jeszcze inni dla towarzystwa.
W całym tym pochodzie w górę jedno jest bardzo dziwne: pośpiech! Jeden pcha się przez drugiego i to w najwęższych i najbardziej stromych odcinkach trasy, jeden drugiemu depce po nartach, albo wywija pod nosem grotem kijka Nie wiadomo, co tych ludzi tak gna w górę. Czy chęć „zwycięstwa” , czy zamiar zjedzenia w schronisku przed innym obiadu. czy brak czasu?
Nie wszyscy z podchodzących na Klimczok używają tych samych sposobów. Jedni idą na nartach (tych jest znikoma mniejszość), drudzy
natomiast niosą narty na ramieniu. Na nartach idą Ci, którzy mają foki, a takich jest 2 na stu.
Albo też spece od smarowania a nart, których jest jeszcze mniej, wreszcie młodzi, a ambitni narciarze, którzy uważają, że maszerowanie pieszo tą z nartami na ramieniu nie licuje z godnością prawdziwego narciarza. Ambitnie (fałszywie) to bractwo drapie się pod górę, najczęściej wbrew wszelkim zasadom techniki narciarskiej, na zupełnie niesmarowanych nartach, co powoduje ustawiczne ślizganie się w tył Patrząc na te nic z turystyką narciarską nie mające wyścigi nasuwa się mimo woli pytanie: co właściwie zrobiły i robią dla turystyk narciarskiej nasze kluby sportowe.
Odpowiedź jest jasna… KIimczok stając się punktem centralnym śląskiego narciarstwa spowodował, że ta, do niedawna głównie przez Niemców uczęszczana góra  rozbrzmiewa teraz śmiałymi i liczebnie o wiele silniejszymi niż dawniej głosami polskimi. Jeśli jeszcze i ci wstydliwi Polacy co na zjazdach wrzeszczą na cale gardło: „Achtung ” nauczą się cenić własną mowę swoje zbliżanie się sygnalizować będą hasłem: „Tor wolny 'I, to wtedy głosy niemieckie zupełnie tam zamilkną.
Wspomniałem wyżej o scenach, jakie rozgrywają się w czasie podchodzenia na Klimczok Z kolei należałoby słów kilka poświęcić na przedstawienie obrazu jaki maluje się oczom turysty w czasie zjazdu np. do Bystrej. Można by to najdosadniej określić jednym słowem: bałagan.
Tak jak przy podchodzę ^ u me wiadomo kto,
z k.m ma iść, jak ma iść, którą stroną wynrjać,
jak nieść narty i kijki, jak smarować itp. tak w
czasie zjazdu nie w adomo co robić, aby me na
iziać się na gęsto w Wądrożach i na polanach pa
dających patałachów, aby nie być potrąconym
przez popisujących się szusami na oślep pseudo
mistrzów. W całym tym Bjatdtaa u nie ma żad
nego porządku. Widać, że zjeżdżają sami indywi
dual.ści, aio przyznający się do żadnej grupy
wyc.eczkowcj, ne b.orący odpow edzainośc, an;
za l eb e. an. za swych współtowarzyszy.
Patrząc na borykających się z truunośeinm:
terenowym, narc arzy, obserwując u n.ch n ezna
jomość najprymitywn ejszych zasad jazdy wą
drożam., jazdy po fałdach terenowych bran a o
strych zakętrów, zatrzymywana sę * les e, o
Itrtagaaia zjeżdżających przed n ebezp fCl( ft»1
wam spowodowanym nagromadzeń em się przed
jakąś przeszkodą k Ikunastu naraz narciarzy,
wymijania w zjeździe itp., odnoś: się wrażeń e,
że narciarze c, albo w ouóle me prze. ,zl żad n ego
systematycznego szkolenia, albo też szkolenie to
było n edostateczne.
Ale ne dość jest nauczyć kogoś krist anii, trze
ba mu dać ponadto podstawy, zasadn cze wyty
czne do racjonalnego upraw an a narcarstwa tak
sportowego jak i turystycznego.
N;e można pozwalać na wędrówki górske,
choćby s.ę one ograniczały do „n.ewinnej ” tylko
wycieczki na KI.mczok temu, kto me /.na zasad
podchodzenia, odpoczywania, nie opanował * do
statecznym slopn.u technik zjazdowej kto n e
odpowiada zadość wymaganiom potrzeby kultu
ry sportowej…
Przyroda nie znosi wulgarnego chamstwa, bę
dącego — niestety — udziałem wielu naszycb
turystów.
Nasze kluby narciarskie, błądzące n eraz
wśród gąszcza najróżnorodniejszych zadań tech
nicznej i wychowawczej natury, mają tu znako
mite możliwości realizowania, choćby tylko na
tym szczupłym odcinku klubowym, postulatów
p,crwszorzędnej w agi.

myStickymenu

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

nowy wpis narty biegowe

Narty backcountry Alpina

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Zima , śnieg , narty i t. d. 
Przez długi czas byłem przekonany, że narty, inaczej nazywane „ski” , służą jedynie do rebusów obrazkowych ; trudno bowiem było spotkać rebus w starym „Tygodniku Ilustrowanym, w którym by nie namalowano dwóch zadzierżystych deszczułek, a to znaczyło „ ski“ w jakimś złożonym wyrazie. Mógł to nawet odgadnąć największy nawet bęcwał, tak i z dziada, pradziada. O kazało się jednak z czasem, że ludzie na tem jeżdżą, co dowodzi, że nawet Eskimosi, wujowie renifera i krewni foki, też coś dowcipnego wymyślą.
Teraz, kiedy wszyscy czytamy Jacka Londona, wiemy, że bez nart daleko nie ujedzie w tych miłych krajach, gdzie czasem człowiek zjada zaprzęgowego psa, a czasem pies człowieka, jak się zdarzy i na co kto ma ochotę. Jest to tam sprzęt szanowany i wielce pożyteczny, do nas zaś dostał się zapewne jako sprzęt wesoły i bardzo zabawny.
W początku był dziwowiskiem, teraz zaś, jak wiadomo, jest używanym nagminnie
i wielce lubionym, i  o dziwo! Wśród wielu narodów , które się rozlubowały w narciarskim sporcie, Polacy okazują zdolności zgoła nie powszednie. Nigdy od nikogo nie zdołaliśmy się nauczyć sztuk trudnych •— wstrzemięźliwości, oszczędności, praworządności i t. p. —
w sztukach jednak śmiałych , grożących skręceniem karku, nikt nigdy nie miał uczniów zdolniejszych. Nie myśmy wymyślili wódkę, ale jak nam tylko pokazano, jak się ją robi, niech kto teraz potrafi zrobić
lepszą. Kto inny wymyślił Żydów, a kto ma pierwszą klasę w tym interesie? Nam trzeba tylko pokazać Wszyscy ludzie na świecie jeżdżą po morzu na okrętach, — a m y ? — My tylko konno, panowie bracia, żeby Szwed nie myślał, „że się morzem od nas oddzielił“ .
Pokazano nam narty; Polak spojrzał, uśmiechnął się  i zaczął tak jeździć, jakby całe życie jadł krajany w kostki szpik reniferowy . Otóż bo w nas siedzą niesłychane w ty m kierunku zdolności: połowa z pośród nas ślizga się przez życie, a druga połowa  skacze na łeb,
na szyję z wysokiej skoczni, co z pierwszej połowy czyni doskonały materjał do biegów płaskich, z drugiej skoczków znamienitych.
Wziąć byle starego wyjadacza, co w życiu swojem nart nie widział, przy czepić mu je do pedałów i puścić na śnieg, — a ujrzysz, bracie Polaku , że ci będzie śmigał lekko i zgrabnie i nie zawadzi ani o kamień, ani o kryminał. Inny skoczy w śnieg, jak największy rekordzista narciarski świata tak, że prokurator to tylko mowę traci na chwilę , a ten dalej już bieży , wśród pokrzyków i poklasków .
Tacy to zdolni są pośród nas ludzie.
Ci jednak marnują swoje przyrodzone zdolności i nigdy na prawdziwych nartach nie jeżdżą. Narciarze bez przenośni są to ludzie sprawiedliwi, chociaż manjacy. Kiedy na takiego przyjdzie czas ruji, właściwiej mówiąc, sportowy okres, pełen wichrów i śniegów , taki to ci się w tedy wyrzeka i żony i kochanki i dziatek miłych i ciepłego łoża, śnieg m u uderza na mózg, tak, że go szaleństw o chwyta: oto się martwi, że śniegu niema na szafie, skąd by można zrobić skok próbny; tyle jest innych zmartwień na świecie, taki jednak martw i się na przykład tem , że śnieg jest „ lepki“ , albo „porowaty “ — djabli zresztą wiedzą jaki? Jadłby taki biały niedźwiedź, taki pingwin jeden, taki zimorodek, tak i Eskimos, ten śnieg garściami; gdyby mógł toby z nartami na nogach spał i wszystko inne by robił, tylko , że to niewygodnie i ludzie nie pojęliby piękna tego szaleństwa.

Rozumiem jeszcze jako tako warjatów męskiego rodzaju ; taki musi wytrząść z siebie wszystkie łajdactwa i musi pozwolić wyparować na zimowym wietrze tej całej propinacji, którą wypił; cóż jednak niewiasta, albo zgoła panna niewinna i słodka, ma z siebie wytrząsać?
A jednak patrzcie: porcięta biedactw o przywdzieje, na nożęta buciska wkłada tak straszliwe, że co porządniejszy i smuklejszy słoń by tego nie włożył, koniecznie bardzo kolorowym szalikiem owinie łabędzią szyję, narty czemś paskudnem długo smaruje i w reszcie wyjeżdża na śnieg i wałęsa się długo, sina z mrozu i taka kolorowa na gębie, jako i jej szalik. Hu ! hu! nie mogę patrzeć bez żałości.
A czasem to tylko fiknie i jak śmieszny owad, długiemi odnóżami nart wywija … Słodki to jednak musi być upadek na śnieżystej bieli i jedyny upadek, z którego się i panienka nie winna w niezmienionym podnosi stanie.
Musi to być jakiś czar i jakieś u pojenie w tej jeździe, w której człowiek powiada wiatrowi : „goń mnie, jeśli zdołasz!“.  A wiatr, jak głupi pies goni z wywalonym ozorem nie wiadomo po co? Piękna to
musi być jazda, w której człowiek łamie opór śniegu i wichru, czasem zaś łamie nogę i trzy żebra. A narciarz bieży i gub i przestrzeń i binokle, sieje poza sobą brylanty śniegu, czasem zaś sieje zdrowe
zęby. W tedy w Zakopanem krąży pogłoska, że znaleziono w reszcie w Tatrach ząb jaskiniowego niedźwiedzia.
A to tylko dzielna i rosła dziewoja wykopyrtnęła się na jodłowym pniaku .
Narciarstw o jest to zresztą najmoralniejszy ze sportów ; , w każdym inny m to się zawsze jakaś zdarzy awantura, a z narciarstwem to jest tak: na śniegu nijako, bo i zimno i ślad zostaje na śniegu, a potem
to człowiek przez pół dnia odmarza, a jak odmarznie, to leży jak kłoda.
Nie należy nawet próbować… Lepiej już sobie u lepić bałwan a ze śniegu i do niego stroić koperczaki, na zimno.
Ma m dla tych zimowych szaleńców wiele podziw u, chociaż nie znoszą oni lata, na wiosnę wyją z wściekłości, a w jesień i zadzierają głowy , patrzą, czy już śnieg pada? Nigdy w prawdzie największego przyjaciela nie mogę rozpoznać, kiedy jest w „bojowym rynsztunku “ , bo taki ma na gębie ślizgawkę od mrozu, brwi i rzęsy zmienione w śnieżystą szczotkę, cały jest okutany, a do tego wita się — • też zimno.
Czemu ? Bo ja idę, starym ludzkim zwyczajem , na własnych nogach, a on — ha ! — on ma narty !
To też tej zimy złamię sobie w Zakopanem lewą rękę, każę sobie wyrwać siedem zdrowych zębów , podmaluję czemś czarnem prawe oko i będę stał trzy godziny na mrozie, aby posinieć i żeby mi mózg
zamarzł w bryłę lodu. W tedy wszyscy spojrzą na m nie z podziwem i szepną: Jaki to wspaniały narciarz! Ach , i jak i przystojny!
Bo bez podsiniaczonego oka… Pożal się Boże!
Dajcie mi więc narty! Niech pada śnieg! A ty burzo — grzmij!

Narty biegowe

Dzieje narciarstwa na terenach Polski

W rozwoju nart na terenach polskich obserwujemy analogiczną sytuację jak w krajach północnych. Obok nart ślizgowych występują również narty błotne i karple, które są uważane za pierwowzór nart. Karple były wykonane z dwóch pionowo ustawionych deszczułek o długości ok. 40cm, połączonych dwoma poprzecznymi deszczułkami na kształt drabinki. Wolne końce były dodatkowo wzmocnione okręgiem z leszczyny. Karple były mocowane do nóg rzemieniami lub powrózkami. Górale używali ich do poruszania się po głębokim śniegu. Obok najstarszych nart, które w naturalny sposób przenikały do nas ze wschodu, drugim źródłem były narty pozostawione przez wojska szwedzkie w czasie wojny w XVII wieku, używane później przez chłopów polskich. Literatura ówczesnego okresu zdaje się potwierdzać, że Polacy zapożyczyli narty od swoich wschodnich sąsiadów. Narty były szeroko stosowane na Polesiu, Białorusi i Wileńszczyźnie. Znajdujący się przed II wojną światową w Warszawie w zbiorach muzealnych okaz nart pochodził ze wschodnich powiatów guberni mińskiej. Bardzo silnymi ogniskami narciarskimi były Grodno i Wilno. Jako materiału do wyrobu nart używano najczęściej jesionu, rzadziej wyrabiano narty z osiny, klonu lub olchy. Długość tych nart było różna: od 1,50 do przeszło 2m, szerokość wahała się w granicach od 13 do 20cm. Narty te posiadały więc typowe proporcje typu południowego. W późniejszym czasie, kiedy znaczenie nart jako powszechnego środka lokomocji zaczęło maleć, posługiwali się nimi prawie wyłącznie myśliwi, gajowi, a niekiedy i robotnicy leśni.

Stare, ludowe narciarstwo polskie popadło w XVIII wieku na długi czas w zapomnienie. Podobne zjawisko obserwuje się również w innych krajach. Narty przywraca z zapomnienia rodzący się ruch sportowo – turystyczny w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. O nartach znajdujemy wzmianki w czasopismach wychodzących w XIX wieku i w „Powszechnej Encyklopedii” Orgelbranda.

W roku 1901 szkoła zawodowa w Zakopanym jako pierwsza w Polsce zaczęła produkcję nart. Trzy lata później do Polski sprowadzono pierwszą parę desek narciarskich z metalowym wiązaniem typu „Lilienfeld” oraz zaproszono z Alp słynnego Mathiasa Zdraskyego, celem urządzenia pierwszego w Polsce kursu nauki jazdy na nartach. W dniu 2 stycznia 1907 r. powstaje pierwsze stowarzyszenie narciarskie pod nazwą Karpackie Towarzystwo Narciarzy, które wkrótce tworzy swoje oddziały w Przemyślu i Krakowie. W końcu lutego 1907 r. powstaje Zakopiański Oddział Narciarzy założony przez Stanisława Barabasza, Mariusza Zaruskiego i Mieczysława Karłowicza. Oddział ten przekształca się w następnych latach w Sekcję Narciarzy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego – SN-PTT, organizację, która istnieje do dnia dzisiejszego.

Pierwsze zawody w Polsce przypadają na sezon 1907/08, które odbyły się w Sławku. Program zawodów obejmował biegi płaskie na 1000 i 1609m. oraz terenowy bieg zjazdowy o długości 1500m. Pierwszy konkurs skoków zorganizowano we Lwowie w 1907 r. Pierwsze międzynarodowe zawody w skokach narciarskich zorganizowano na Kalatówkach w roku 1910. Następne międzynarodowe zawody odbywają się w latach 1911 i 1912, gdzie rozgrywane są biegi zjazdowe juniorów, panów i pań.

Początek okresu międzywojennego cechuje przede wszystkim rozwój organizacyjny narciarstwa. W dniu 26 grudnia 1919 powołany zostaje Polski Związek Narciarski „PZN”, który w sezonie 1922/23 utworzył fachową Komisję Sportową PZN, która wprowadza konkurencje biegowe i skokowe w skład programu PZN. W roku 1924 Polska bierze udział w kongresie w Chamonix, kiedy to została utworzona Międzynarodowa Federacja Narciarska „FIS”. Polscy zawodnicy biorą również udział w I Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. W roku 1928 powierzono Polsce z okazji 10-lecia PZN zorganizowanie pierwszych zawodów FIS. W zawodach tych w 1929 r. bierze udział 15 reprezentacji państwowych w ogólnej liczbie 500 zawodników i 300 dziennikarzy.

Po II wojnie światowej Polski Związek Narciarski szybko wznowił kontakty z Międzynarodową Federacją Narciarską (FIS). Na Kongres FIS w 1946 r. w Pau (Francja) przybyła Polska delegacja. Szybko nawiązano również kontakty w z narciarstwem akademickim. W sezonie 1946/47 Polacy startują w Akademickich Mistrzostwach Świata w Davos, a następnie w Międzynarodowym Tygodniu Narciarstwa w Chamonix.

Do najbardziej znanych polskich przedstawicieli sportów zimowych należy Stanisław Marusarz, wybitny narciarz klasyczny (skoczek i dwuboista) i alpejczyk (osiągał dobre wyniki w biegu zjazdowym i kombinacji alpejskiej), czterokrotny olimpijczyk (1932, 1936, 1948, 1952). Do innych znanych postaci narciarstwa alpejskiego w Polsce należą: Bronisław Czech, Helena Marusarzówna, Ryszard Ćwikła, Małgorzata Tlałka-Mogore-Długosz, Dorota Tlałka-Mogore oraz Andrzej Bachleda-Curuś.

Źródła

Literatura:

  1. Wybrane zagadnienia z historii narciarstwa; K. Chojnacki; SITN Kraków 2000
  2. Narciarstwo zjazdowe; Sz. Krasicki; Skrypt AWF Kraków 1994
  3. Narciarstwo sportowe; J. Bisaga, K. Chojnacki, skrypt AWF Kraków 1997
  4. Narty-poradnik; A. Lesiewski, J. Lesiewski; PASCAL wydanie 2007

Internet:

  1. Historia rozwoju technologii narciarskich – Narty.pl
  2. Muzeum Narciarstwa
Zadzwoń